piątek, 14 listopada 2014

4-dniowe Seminarium Agility z Lucie Dostálová

Długi bo aż czterodniowy weekend spędziliśmy na agilitkach po czesku w pięknej okolicy jaką jest Stajnia Jarużn w Bydgoszczy.
Ciesze się, że miałam okazję brać udział w tym seminarium,  ponieważ ilość nowości i wiedzy jakie z tego semi wyniosłam są ogromne.
Może pokrótce... Dotarłam na miejsce wczesnym sobotnim porankiem, mimo iż trening miałam po południu, stwierdziłam jednak, że ogarnę się i zakwateruję się w pokoju i znajdę sobie miejsce na hali-restauracji, co też uczyniłam. Po obiedzie mieliśmy pierwszy trening od ok 14 do po 18, i tego pierwszego dnia biegało mi się bardzo fajnie, pracowaliśmy głównie nad handlingiem moim, bo Ceri jak to sama Lucie mówiła, że wszystko wie, i że po prostu prowadzić ją trzeba dobrze :)
Tego też dnia spróbowałyśmy zrobić 1 w życiu całkowicie na maksa złożony slalom i to w dodatku obcy... slalom różnił się od mojego gabarytami i to dość znacznie, bo miał grubsze i toporniejsze tyczki... kilka powtórzeń, przy przeszkodach i sukces bo Ceri pięknie go wykonała w całości. To Lucie przyznała, że to duży sukces, jak na 1 w życiu taki slalom i to przy kuszących blisko przeszkodach, a ona po kilku razach go zrobiła, gdzie bardziej doświadczonym psom to nie wychodziło, bo wyskakiwały z dwóch ostatnich tyczek. No więc nasz pierwszy sukces i po tym treningu byłam bardzo zadowolona z nas obu.
Drugiego dnia nasza grupa miała trening od rana i tego dnia wyszło sporo moich niedociągnięć Timingowych i powoli zaczęłam gasnąć z moją pewnością siebie w torze... uczyłam się toru ale wcale bez przekonania i wątpiłam w cokolwiek co wymyśliłam, tj. gdzie jaką zmianę zrobić lub wysłać psa, czy jaką komendę na danej przeszkodzie dać... to głupie, ale tak było... niby biegałam i niby robiłam to co Lucie mówiła, ale nie czułam tego i miałam wrażenie, że wszystko robię nie tak. Trzymało mnie takie uczucie do dnia trzeciego, ale wtedy też uświadomiłam sobie, że chyba aż takiej tragedii nie ma... uczyłam się sekwencji, ale stawałam na starcie i miałam kompletną pustkę w głowie i miałam wrażenie, że nigdzie ślepaków nie zdążę zrobić ani nic nigdzie nie ogarnę, ale jakoś kulałam. Dopiero po przerwie, w której miałam rozkminę totalną, wyszłam z hali, wróciłam i zrobiłyśmy jedną sekwencję całkiem znośnie i Lucie wzięła nas na slalom i znowu tenże slalom wychodził fajnie, lepiej niż 1 dnia, to się zaczęłam nawracać... Lucie mnie wsparła też słowem i powiedziała, że Ceri jest bardzo fajnym psem, ma bardzo dobrze zrobione podstawy ( dzięki Oldze Kwiecień ;) ) i bardzo dobrze radzi sobie na przeszkodach, wtedy też uwierzyłam w nas obie, otworzyłam się no i czwartego dnia było już zupełnie inaczej. Zaczęłam wierzyć w nas obie i w to, że ja dobiegnę w różne miejsca no i starałam się wdrażać to w życie i rzeczywiście było nie źle... Nasza pani trener mnie korygowała handligowo, chociaż tego ostatniego dnia to pracowałyśmy już nad takimi detalami... dostałyśmy też kilka prac domowych no i tak się nasze treningi zakończyły.
Refleksje po tym seminarium snują się następująco... wróciłam do domu z totalnym przewrotem majowym w głowie i doszłam do wniosku, że to nie może być zawsze tak, że wracam po seminarium do domu i trenuje dalej po swojemu, tylko, że muszę wprowadzać w życie to czego się na danym seminarium nauczyłam... dotychczas wszystkie moje seminaria denerwowały mnie, bo po nich nic prawie nie wynosiłam, a nie wynosiłam nic bo nie analizowałam filmów, nie przykładałam się do tego czego się na nich uczyłam... dlatego postanowiłam, że teraz będzie zupełnie inaczej i już mam plan konkretny jak pracować nad sobą by efektywniej prowadzić psa po torze... mam też plan by powrócić do wcześniejszych seminariów, na których byłam wcześniej i też je porządnie a nowo przeanalizować na podstawie filmów, które zachowałam na komputerze.

Reasumując, Seminarium było wspaniałe, Lucie to niesamowicie ciepła i wspaniała osoba... wyciągała ze mnie i z Ceri dużo, a wiem, że wyciągnęłaby jeszcze więcej gdybyśmy mogły z nią częściej pracować, no i teraz pozostaje nam dużo samodzielnej pracy, planowania treningów i muszę pracować cały czas nad sobą... kondycja, zrzucenie zbędnego kilogramowego balastu i poprawienie handlingu ;) sporo pracy, ale co tam :)

Poniżej wrzucam filmik z owego seminarium oraz kilka fotek ;)

coś na rozgrzanie ;)
borderowe Lucie :)
                                                                             Gamza <3
                                                                         Moje Gupole ;)
       I już tradycyjnie, fotkowo-belgowo - uwielbiam takie fotki grupowe z belgutami :)