niedziela, 2 listopada 2014

Łapa, wet i socjal...

Ostatnimi czasy chodzimy nie co więcej na intensywniejsze spacery jak i treningi, bo chciałam z Ceri dokończyć slalom przed naszym wyjazdem na mini obóz agility od 8 do 11 listopada, ale oczywiście nie może w życiu być idealnie pięknie i na jednym ze spacerów, na którym byłam ze wszystkimi trzema psami skaleczyć MUSIAŁA właśnie Ceri :D z jednej str. ciut się wkurzyłam, z drugiej no co poradzić, lecimy do weta, by zobaczyć czy łapa nadaje się do szycia, tym bardziej, że za niespełna 2 tyg. miałyśmy mieć to seminarium.
Wróciłam z psami do domu ze spaceru i popędziłam do lecznicy, po drodze zastanawiałam się jak Ceri będzie się tam zachowywać, dotychczas do lecznic chodziłyśmy głównie na szczepienia i ew. towarzysko by młodą socjalizować, by jak najmniej problemów miała z wetami.
Dotarłyśmy na miejsce, Ceri już z automatu lata na wagę się ważyć, bo to już taka rutyna i dość sympatyczna czynność dla niej, w związku z czym na wejściu zawsze obsadzamy wagę ;) jako ciekawostkę napiszę, że Ceri utrzymuje się w wadze piórkowej, ale już nie kościotrupiej, czyli niespełna 20 kg, waga jak na sportowca wzorowa <3
Posiedziałyśmy trochę w poczekalni pośród kotów, które oblężyły lecznicę, no i wchodzimy do gabinetu :) W gabinecie Ceri pełen luz, co trochę mnie zaskoczyło bo Ceri to jednak stworzonko trochę przejmujące się swoim jestestwem :P a przynajmniej mi się tak wydawało zawsze patrząc na jej niepewność w stosunku do ludzi i przewrażliwienie kiedy np. leży i jakiś pies czy ktoś śmie obok niej przechodzić lub ją tryknąć to nie omieszka okazać, że jej się to nie podoba...
No ale właśnie było fajnie, położyłam sukę na ziemi, bo to wewnętrzna strona łapy, przytrzymuje by się nie ruszała, wetka powiedziała, że ze względu na nasz wyjazd założy jej szef, chociaż gdyby nie to, to obyłoby się bez szwów, ew. z jakąś maścią czy coś... no więc wetka wpierw dała młodej zastrzyk ze znieczuleniem miejscowym no i Tu Ceri pierwszy raz mnie zaskoczyła, bo jedyne na co sobie pozwoliła to na zabranie łapy jednorazowe, resztę przeleżała na spokojnie, oczywiście do niej nadawałam...
Potem po ok 10 minutach znowu  położyłam młodą bo trzeba było szyć, no i wtedy Ceri już reagowała trzęsieniem się, stres jednak ją złapał, ale myślę, że obawiała się bólu... jednak i tu zachowała się bardzo dzielnie i wyleżała kilka minut podczas szycia. Po wszystkim była nie co zdezorientowana, ale gadałam do niej to skakała do mnie i machała ogonem, ciocia wetka dała smaczki i też jakoś straszna nie była już... no jeszcze dwa zastrzyki dziecko dostało w tyłek, ale obyło się właściwie bez żadnej reakcji, więc generalnie cała ta akcja odbyła się na luzie.

To wszystko co wyżej napisałam jest po prostu jednym z elementów, które składają się na pewną całość naszego wspólnego życia, dlatego nie omieszkałam o tym wspomnieć po prostu.

Ceri się bardzo zmienia z miesiąca na miesiąc, największą pozytywną zmianę przeszła po pierwszej cieczce, którą dostała w połowie września... od tamtej pory zachowuje się poważniej i dojrzalej, co idzie w parze z większą pewnością siebie w życiu, większą stabilnością emocjonalną, a jednym ze skutków ubocznych jest nadmierna wylewna miłość i chęć do miziania, szczególnie na łóżku :P
Prawdą jest też fakt, że więź między Ceri a mną wzrosła do ogromnych rozmiarów, miłość między nami kwitnie, co pociąga za sobą również bardzo duże zaufanie, które przekłada się na takie sytuacje jak to w lecznicy...
Cieszę się, że mogę cieszyć się moimi skarbami, że z Ceri i Mandalą dogaduję się już niemal bez słów... wiadomo, Ceri jeszcze będzie miała wzloty i upadki, ale dzięki naszej więzi i zaufaniu możemy minimalizować ew. problemy  brnąć w życiu do przodu.

Z Gru jeszcze takiej więzi, zaufania nie mam, ale jesteśmy na najlepszej drodze, bo skoro z Ceri mi się udało, to z Gru też się uda... Gru jest wspaniałym psem, co ciągle powtarzam, więc też wszystko zmierza ku dobremu :)

A tymczasem przyszła jesień, piękna, kolorowa jesień :)