środa, 5 listopada 2014

Zabawa, zabawki i Gru

Gru mieszka z nami już całe trzy miesiące i w tym czasie dał już się poznać od różnych stron. Jedną z rzeczy jest aportowanie zabawek, przynoszenie ich i oddawanie, albo właśnie wręcz odwrotnie. Jak to przystało na bordera z krwi i kości, Gru popędy ma turbo doładowane, w tym popęd łupu, czyli ganianie i łapanie wszystkiego co się porusza, a robi to niemal jak kot i to z taką pasją i zaangażowaniem, że nawet moje belgijskie piękności mu nie dorównują i to fakt. No właśnie i wydawałoby się wszystko ładnie i pięknie, bo mam kolejnego psa najaranego na aporty i współprace z człowiekiem... nic bardziej mylnego... do szeregu swoich pozytywnych jakżeby inaczej zalet i rodzonych instynktów Gru ma także no wady no :P jednym z problemem z jakim przyszło nam się borykać to elementy zabawek i zabawy nimi, czyli połączenie: człowiek-zabawka-Gru.
Jedną z mniej pożądanych rzeczy jaką Gru robił przy zabawie to podczas zabawy-szarpania, był w takim transie, że nic innego go nie interesowało, nawet to, że macham mu drugą zabawką w drugiej ręce i chcę by się ze mną wymienił... no cóż, nie każdy pies od razu łapie, że w zamian za jedną zabawkę, dostanie zaraz drugą, ale eksperymentalnie puszczałam mu szarpak z jednej ręki (by wygrał) no i tu kolejna rzecz to przywłaszczanie, uciekanie z zabawką i problem z jej oddawaniem. No właśnie, zaczęłam brnąć dalej temat i okazało się, że Gru nie dość, że ucieka z zabawkami to na wołanie nie wraca, tylko jeśli już to się oddala, albo stoi jak słup i patrzy z zabawką w pysku.
No cóż burza w moim mózgu i teraz co tu z takim psem robić by to jakoś logicznie ogarnąć, bo aport aportem, ale no to dość pokaźny problem się z tego robi.
Przez jakiś czas aporty poszły w ogóle w odstawkę, jeśli się z nim szarpałam to wymieniałam się na jedzenie i musiałam go przy tym wyciszać bo potrafił połknąć w ułamku sekundy smakołyk i od razu rzucać się do aportu... Trochę to tak porobiliśmy i na chwilę utknęliśmy w tej kwestii w miejscu, ja myślałam nad tym by dawać mu jeden szarpak do szarpania po czym zatrzymywać się i wyczekiwać aż puści by dać mu na wymianę natychmiast drugi, ale nie sądziłam, że mi to wyjdzie i jakoś tego nie wdrażałam w życie, za to zrobiła to nasza kochana Kasia, współlokatorka moja, trenująca agility i inne rzeczy, ze swoją sunią Shivą. Ona zapoczątkowała to co ja tylko w głowie miałam, potem ja to pociągnęłam dalej i na dzień dzisiejszy wymiana na zabawki w skali od 1-10 jest na ok 8 :) więc już całkiem nie źle.
Ja za to miałam większy orzech do zgryzienia, bo zastanawiałam się jak wypracować PRZYNOSZENIE aportu do mnie, do ręki. Problem znowu tkwił w tym, że aport leżący i nie ruszający się,  Gru w ogóle nie interesował, najbardziej ten rzucany lub merdający w ręce. Wpadłam na pomysł by rzucać na ok 1-2 metry od siebie zabawkę i mieć psa na smyczy i to w sumie był chyba strzał w 10, bo pies zaskoczył... co prawda myślenie i robienie nie idzie zbytnio w parze ze sobą jeśli chodzi o Gru, dlatego ciężki orzech, żeby coś załapał, szczególnie jeśli łączy się to z precyzją, ruchem, ekspresją. Jednak kilka razy powtórzyłam czynność z rzuceniem zabawki, ciut ściągałam psa do siebie i przyniosło to pożądany efekt. Generalnie na dzień dzisiejszy mogę rzucić zabawkę (głównie w domu, ale na dworze też pracujemy i wypracujemy, wierzę w to!) i rzeczywiście łobuz podchodzi do mnie z zabawką i może nie wciska mi jej do ręki, ale też już nie odwraca jakoś głowy i ciała ode mnie, mogę wziąć zabawkę, wymieniam ją na jedzenie i zaraz od razu rzucam znowu zabawkę.

Prawda jest taka, że Gru to mój pierwszy pies z takim problemem, myślę, że jest on dla mnie dużym wyzwaniem. Gru ma dużo zachowań borderowych i dzięki niemu uczę się jakie psy tej rasy są w 100%. Doceniam jednak to, że Gru jest bardzo sympatycznym, socjalnym i stabilnym emocjonalnie psem, jak i również psem pragnącym kontaktu z człowiekiem i uwielbia współpracować. Sam z siebie się dyscyplinuje, stara się być grzeczny, więc same cechy, które go doprowadzą do bycia bardzo fajnym psem... wiem, że trzeba go ukierunkować by był super, ale czy mi się to uda? nie wiem, wiem jedynie, że są osoby dla mnie wiele znaczące, które we mnie wierzą, przez co i ja w siebie wierzę, no i chcę jak najlepiej dla swoich psów :)