poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rewa, Trójmiasto

Wakacje dobiegają końca, moje wakacje niebawem również, jednakże mamy sporo wspomnień z wyjazdu nad morze, wszak miło powrócić myślami do tego co działo się 1,5 tygodnia temu :)

Myśmy pojechali nad morze wczesnym rankiem w piątek, tak aby ten dzień zaliczyć już tam, przejść się, odwiedzić kilka miejsc i iść odprężyć się na plaży, co też uczyniliśmy. W knajpce przy samej plaży spotkaliśmy małżeństwo z borderkiem, którzy to okazali się przejechać na Sopockie zawody agility, na weekend. Korzystając z okazji, wybraliśmy się na borderowy spacer :)
Chłopaki się wybiegały i wybawiły za wszystkie możliwe czasy :)

I tak wypełnił się dzień pierwszy :)
Dzień drugi upłynął nam pod znakiem Sopotu, molo, deptaka w centrum, oraz cukierni z cukierkami, gdzie można było zobaczyć jak pięknie powstają cuksy i lizaki, oraz można  było sobie samemu zrobić lizaka. Skorzystałam... lizak, miodzio w gębie, polecam... Ciuciu Sopot :)

I tak minął dzień drugi... :)
Trzeciego dnia natomiast pojechaliśmy znowu do Sopotu, tym razem na wystawę międzynarodową oraz na moje ukochane agilitki, chociaż na chwilkę... :)
Na wystawie oczywiście okupowałam ring belgów, bo byłabym chyba chora, gdyby było inaczej :)
Po udanej wystawie, zebraliśmy się w kupę i porobiliśmy fotki belgutków w grupie... ciężko było, ale nasze ukochane dzieciaki bardzo się starały by wysiedzieć w tłumie i dać się obfocić :)
Natomiast z ringu belgowego, poszłam na agilitki, gdzie dziewczyny skorzystały nie co z ringu rozgrzewkowego i poćwiczyły ze znajomą, która startowała w zawodach, ze swoim belgiem ;)

od prawej: Haifa Deabei, Jewett z Wiedźmińskiej Stajni, Windream Follow me, Windream Ferrari, IR'HYANA Des Fauves De Malines
Quana de la Terre Sauvage, Elza Bagatela z Doliny Wieprza, E-Wojtek Bagatela z Doliny Wieprza, Suri, Aira BiriBiaDai 

Balan Killing Machine, Channel Killing Machine, G-Hajar vom Lahberg
spotkałyśmy też kuzynkę Mandalki... i tak od prawej: YESSICA VENUS z Kovárny, Jewett z Wiedźmińskiej Stajni, Haifa Deabei 

Po imprezie, skumaliśmy się ze znajomymi z Wrocławia i z trójmiasta i poszliśmy na plażę wypływać psy i porobić kilka fot... spotkanie cudowne i pełne plotek :)

I znowu rodzinnie, Mandalka z półbratem... od prawej: Haifa Deabei, Jewett z Wiedźmińskiej Stajni, Nielsen z Wiedźmińskiej Stajni 
Haifa Deabei, Jewett z Wiedźmińskiej Stajni, Nielsen z Wiedźmińskiej Stajni, Suri, Aira Kicune BriBiaDai
I tak minął dzień 3... a resztę dni nad morzem się leniliśmy, chodziliśmy na plażę, odpoczywaliśmy...

I tak minął nam wyjazd nad morze <3

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Wakacje, szpital, dom i wakacje nad morzem, czyli istny chaos

No tak, wakacje, lecą pełną parą... to chyba moje ostatnie wakacje w życiu i nie byłyby one wakacjami, gdyby nie fakt, że licho mnie trafiło, problemy zdrowotne i pyk, nie mogę pracować...
Początek tego posta jednak nie należy do wakacji moich, a moich psów, które musiały opuścić na kilka dni nasze mieszkanko, gdyż owe licho, o którym wyżej napisałam, zaprowadziło mnie na kilka dni do szpitala... na szczęście okazało się, że to nic poważnego, jednak bez operacji się nie obyło i bez opieki dla psów również.
Od 12.08 psy przebywają w dwóch domkach, dziewczyny są razem u kumpeli Gosi, mieszkają z kaukazami, boerboelem, grzywaczem, sznaucerem i kundelkami, a pan Gruszka pomieszkiwał u znajomej Lili wraz z posokowcem Vilą :)
Martwiłam się o zaaklimatyzowanie w obcym miejscu i beze mnie - Ceri - ale czas i suka pokazali mi, że nie jest tak źle jakbym myślała. Wygląda na to, że naprawdę nie źle wychowuję swoje dzieciaki i moje wypociny względem ich zachowań jednak dają sporo, bo wszystkie psy zaaklimatyzowały się w obcych domach jak ręką odjął... do tego stopnia, że lepiej znoszą rozłąkę ze mną niż ja z nimi :P Ale w końcu nie bez powodu oddałam je do takich domów i pod taką opiekę, by miały czuć dyskomfort, czy za mną tęsknić.
W kwestii moich suk, jedyną chyba osobą w pobliżu jakiej wiedziałam, że całkowicie mogę zaufać w kwestii opieki nad Ceri, jest Gosia, bo ona doskonale dostosowuje się do psa, nie zrobi nic wbrew niemu i sama dostosuje się do specyfiki charakteru psa... a Ceri jest specyficznym i wymagającym specjalnej opieki, psem.
Pierwszy do mnie wrócił Gru, bo dzisiaj 17.08, dziewczyny natomiast powrócą ok 21.08 tuż przed wyjazdem na kolejne wakacje, tym razem nad morze i tym razem ze swoją pańcią <3 niestety Gosia zagroziła, że nie dostanę suk, dopóki trochę nie dojdę do siebie, więc co ja biedna pocznę, muszę odpocząć i się słuchać, tylko tęsknię za moimi rudymi baranami, tfu, tj. lisami ;)
I tak jak wyżej, w piątek w końcu wyruszamy nad morze, prawie na tydzień, w końcu ja odpocznę jak należy, fakt, że z psami, ale obiecałam już rodzinie i przyjaciołom, że absolutnie nie będę się przeciążać i zamierzam dotrzymać słowa ze względu na troskę o moje zdrowie :) nie mogę się już doczekać, ale już niebawem, kilka dni... :)

A tymczasem moje dzieciaki na wakacjach... :)

środa, 12 sierpnia 2015

...

Dochodzą od wczoraj do nas wieści z Czech, z hodowli Ceri o odejściu jej mamy - Putee Deabei, która odeszła zdecydowanie przedwcześnie, bo w wieku 8 lat.
A jeszcze 1,5 miesiąca temu byliśmy w Czechach w odwiedzinach, bardzo chciałam spotkać Putee, i udało mi się, ale w życiu bym nie przypuszczała, że to będzie ostatnie spotkanie...
Być może dlatego, że odkąd mam Ceri, Beata ciągle mówiła o niesamowitym podobieństwie między Ceri a jej mamą i być może to tak mocno utrwaliło mi się w głowie, że teraz nie mogę uwierzyć kompletnie w to co się stało i chyba pierwszy raz w życiu jest mi tak strasznie przykro z powodu odejścia nie mojego psa... życie niestety nie rozpieszcza, ale trzeba iść do przodu... ta suka ma szczególne miejsce w moim sercu i na pewno długie lata będę o niej pamiętać... najważniejsze, że już nie cierpi. 

Zdążyłam obu sukom porobić kilka zdjęć na pamiątkę... jak ja to mówię, w życiu nic nie dzieję się przypadkowo...