poniedziałek, 29 lutego 2016

Ostatnio znowu nie co powróciliśmy do tematu posłuszeństwa i pomyślałam, by wygadać się na temat pracy z Ceri, bo może jak zajrzę do tego wpisu za iks czasu, to będę miała jakieś porównanie. Próbuję Ceri przygotować pod PT-1, Obi-0, ponieważ stało się to dla mnie poniekąd tradycją, odkąd pracuję z moimi psami, to każdy zdaje choćby egzamin PT. przykładam się do ćwiczeń z owym zwierzem już dłuższy czas i ciągle coś mi przeszkadza by od a do z przygotować ją pod egzaminy. Być może powodem jest to, że jest to zwierzę tak energiczne, tak emocjonalne, i tak niecierpliwe, że zabija mój zapał względem tych dyscyplin sportowych. Prawda jest taka, że Ceri to choleryczka, zupełnie jak ja i żeby utrzymać ją w statyce to trzeba niemal cudu... nieustanne emocjonowanie się i spalanie myśleniem, sprawia, że i moje przewody w mózgu się wypalają. Nieustanne targetowanie łapami, nieustanne przestawianie zadu z boku na bok, sprawiają, że ciężko jej się w ogóle na sekundę zatrzymać w miejscu i pomyśleć. Dużo pracujemy nad wyciszaniem, ponieważ ona w swojej pracy jest tak energiczna, tak szybka, że nie trzeba jej w ogóle dopingować, jak np. w przypadku Mandali, która serce do wszystkiego ma, ale motorka w dupce brakuje... Ceri zdecydowanie coś czuję, że na egzaminach, czy zawodach posłuszeństwa, stawiałaby na show, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Jednakże wpierw trzeba okiełznać tego tygryska...
Zawsze się zastanawiałam czy Ceri to odpowiedni pies do tego typu dyscypliny, wszak wiadomo, że jej żywiołem jest nieustanny, niegasnący RUCH. Wiem, że jest stworzona do agility i frisbee jak na belga, wiem, że jest stworzona, by biegać kilometrowymi kółkami po lesie, ba, nawet wiem, że jest stworzona by ciągle napierdzielać ciałem po wodzie, a już do u.....j śmierci może biegać za zabawkami... na tym wszystkim nie idzie jej zedrzeć... nie idzie jej zedrzeć fizycznie... ale jak przychodzi co do myślenia, to sucz wypala się po pierwszych 10 minutach treningu, niezależnie od tego ile jedna sesja treningowa by czasu trwała. Robię wszystko by jej ułatwić zadanie i życie, ale musimy iść do przodu i piąć się w górę, jednak jej wygodniej jest nie przekraczać granic komfortu psychicznego... zupełnie tak jak mi, więc rozumiem ją i jej nerwy, kiedy coś wydaje jej się zbyt trudne, nie do przeskoczenia, lub coś nowego, czego nie zna, a obawia się, że nie sprosta zadaniu.Reasumując.Ceri jako stworzenie hiperaktywne, pobudliwe, niecierpliwe, jest bardzo ciężkim kompanem do pracy przy posłuszeństwie i statyce, ponieważ zarówno z jej jak i mojej strony wymaga to bardzo wiele samodyscypliny i nastawienia psychicznego do wspólnego treningu... mam tylko nadzieję, że jeśli ten wulkan pozwoli mi się kiedyś okiełznać i poprowadzić, to będę chyba najbardziej usatysfakcjonowaną właścicielką niesfornego belga, na świecie.